Hiszpańska spółka wydobywcza Berkeley Energía odnotowuje gwałtowny wzrost kursu akcji na madryckiej giełdzie. W ciągu zaledwie kilku sesji papiery firmy podrożały o 45 proc., a tylko w środę zyskały 13,43 proc., osiągając cenę 0,38 euro za akcję. Powodem jest ogłoszenie przedterminowych wyborów parlamentarnych w Hiszpanii, zaplanowanych na 29 listopada.
Inwestorzy liczą, że nowy rząd zmieni kurs wobec projektu kopalni uranu w Retortillo w prowincji Salamanka. Obecnie przedsięwzięcie jest zablokowane decyzją Ministerstwa Transformacji Ekologicznej, którą poparły negatywne opinie Rady Bezpieczeństwa Jądrowego (CSN).
Kontekst polityczny napędza notowania
Od poniedziałkowej zapowiedzi wyborów akcje Berkeley zyskały już 25 proc. Jeszcze większy skok – łącznie 45 proc. – uwzględnia wzrost z piątku, gdy w Kongresie Deputowanych upadły dekrety mieszkaniowe, co osłabiło pozycję rządu. Rynek odbiera to jako sygnał możliwej zmiany władzy na bardziej przychylną górnictwu i energetyce jądrowej.
Spółka nie czeka biernie. Wszczęła postępowanie arbitrażowe przeciwko Hiszpanii, a wysokość roszczeń wzrosła do 1,25 mld dolarów (około 1,14 mld euro). Rozprawa o jurysdykcji w tej sprawie ma odbyć się w 2027 roku przed Międzynarodowym Centrum Rozstrzygania Sporów Inwestycyjnych (CIADI).
„Inwestorzy postrzegają wybory jako potencjalne otwarcie drzwi dla projektu, który od lat napotyka bariery administracyjne” – komentują analitycy rynkowi.
Dla przypomnienia, Berkeley Energía to australijska firma, która od lat zabiega o uruchomienie wydobycia uranu w Retortillo. Projekt budzi kontrowersje ze względu na bliskość obszarów chronionych i sprzeciw organizacji ekologicznych. Jednak zwolennicy podkreślają, że uran jest kluczowym surowcem dla energetyki jądrowej, która w dobie kryzysu energetycznego przeżywa renesans w Europie.
Warto dodać, że podobne wahania notowań spółek surowcowych obserwowano w przeszłości przy okazjach zmian politycznych – np. w 2018 roku, gdy nowy rząd Hiszpanii zapowiadał zaostrzenie polityki wobec górnictwa. Wtedy kurs Berkeley również gwałtownie reagował. Obecnie inwestorzy liczą na scenariusz odwrotny – poluzowanie regulacji i odblokowanie inwestycji.
Decyzja wyborcza może więc przesądzić nie tylko o przyszłości rządu, ale i o losach jednego z najbardziej kontrowersyjnych projektów wydobywczych w Europie.
Źródło: El Periódico de la Energía






