Hiszpański rząd zatwierdził budowę pierwszych kompensatorów synchronicznych w sieci przesyłowej. Decyzja jest pokłosiem wielkiej awarii, do której doszło na Półwyspie Iberyjskim 28 kwietnia 2025 roku. Ministerstwo Transformacji Ekologicznej, kierowane przez Sarę Aagesen, dało zielone światło operatorowi Red Eléctrica na instalację tych urządzeń w trzech lokalizacjach.
Gdzie powstaną pierwsze kompensatory?
Zgodnie z informacjami portalu El Periódico de la Energía, maszyny rotacyjne zostaną zainstalowane w stacjach: Cabra 400 kV (prowincja Kordoba), Santa María de Grado 400 kV (Asturia) oraz Rocamora 400 kV (Alicante). To pierwsze z ośmiu planowanych urządzeń w całym kraju. Pozostałe projekty są już w toku w stacjach Pierola (Barcelona), Almaraz (Cáceres), Belinchón (Cuenca), Brovales (Badajoz) i Beariz (Orense).
Czym jest kompensator synchroniczny?
To maszyna wirująca, sprzężona z siecią, która obraca się z częstotliwością sieci. Nie wytwarza energii czynnej, lecz świadczy usługi systemowe: reguluje napięcie poprzez moc bierną, dostarcza inercję (energię kinetyczną hamującą gwałtowne zmiany częstotliwości) oraz moc zwarciową, co wzmacnia sieć w danym punkcie i wspomaga działanie zabezpieczeń.
Koszt i kontekst
Każdy kompensator to wydatek rzędu 100 mln euro, który trafi do taryf przesyłowych, czyli do niewidocznej części rachunku za prąd. Łącznie na cały pakiet rozwiązań przeciwblackoutowych przewidziano 1,4 mld euro. Obejmuje on m.in. cztery e-STATCOM (366 mln euro), osiem dławików MCSR wraz z drugim wejściem/wyjściem Ciudad Rodrigo (143 mln euro), nowy zestaw 20 dławików o mocach 100–150 MVAr (75 mln euro), wymianę najbardziej krytycznych dławików (10 mln euro) oraz działania umożliwiające realizację planu 2021–2026 (13 mln euro).
Historia, która wraca
Warto przypomnieć, że wiele z tych urządzeń funkcjonowało już wcześniej w elektrowniach węglowych. Wraz z ich wygaszaniem zniknęły z systemu, co osłabiło jego odporność. Teraz Hiszpania płaci za nie po raz drugi. To przykład, jak transformacja energetyczna wymaga nie tylko nowych mocy OZE, ale też inwestycji w stabilność sieci — bez nich rosnący udział źródeł pogodozależnych zwiększa ryzyko zakłóceń.
Źródło: El Periódico de la Energía






