Hiszpańska fotowoltaika znalazła się w poważnych tarapatach. Krajowe stowarzyszenie branży solarnej UNEF zwróciło się do rządu o wsparcie finansowe, które ma pomóc przetrwać deweloperom farm PV. Jak donosi El Periódico de la Energía, organizacja apeluje o uruchomienie linii kredytowej za pośrednictwem ICO (Instituto de Crédito Oficial). Propozycja zakłada warunki zbliżone do rynkowych, jednak w razie niewypłacalności ciężar spadłby na państwo.
Problemy z finansowaniem i niskie ceny energii
Sytuacja jest dramatyczna. Banki w Hiszpanii zamknęły kurek z finansowaniem dla sektora solarnego. Żadna z instytucji nie chce angażować kolejnych środków w farmy fotowoltaiczne, ponieważ rachunek ekonomiczny się nie spina. Wiele instalacji wymaga dodatkowego kapitału, by móc dalej funkcjonować. W tym roku ponad 1100 godzin pracy farm przypadnie na ceny zerowe lub ujemne. Średnia cena sprzedaży energii w 2026 roku oscyluje wokół 32 euro za MWh, a prognozy są jeszcze gorsze. Deweloperzy nie są w stanie pokryć kosztów obsługi długu zaciągniętego na budowę instalacji.
Jak przypomina portal, kilka lat temu rząd chciał przeprowadzić aukcje na odnawialne źródła energii, ale zostały one odwołane, ponieważ inwestorzy woleli sprzedawać prąd na wolnym rynku, gdzie ceny przekraczały 200 euro za MWh. Dzisiaj ci sami gracze nie zarabiają, a ich sytuacja finansowa jest krytyczna. Wtedy rząd wprowadził mechanizm ograniczania nadzwyczajnych zysków, ustalając maksymalny pułap przychodów. Teraz, gdy ceny spadły, deweloperzy oczekują pomocy, ale rząd na razie nie zabiera głosu w tej sprawie.
Głos sprzeciwu wobec ratowania branży
Nie wszyscy popierają pomysł ratunku. Joan Groizard, sekretarz stanu ds. energii, w wywiadzie dla El Periódico de la Energía stwierdził, że problem ma charakter przejściowy. „W krótkim i średnim okresie, gdy znaczna część popytu wejdzie do systemu, osiągniemy konkurencyjne ceny – ani tak niskie, by zniechęcać do inwestycji, ani tak wysokie, by uderzać w konsumentów” – argumentował. Dodał, że aktywa fotowoltaiczne mają żywotność 20–35 lat, więc kilka trudnych lat to przejściowa niedogodność.
Groizard zwrócił też uwagę, że deweloperzy sami podjęli decyzje o rezygnacji z aukcji z kontraktami różnicowymi (CfD) na 10–15 lat, wybierając krótkoterminowe zyski. „Ten sam rynek, który dawał wysokie ceny, teraz daje ceny zerowe i ujemne – każdy ponosi konsekwencje swoich decyzji i zarządzania ryzykiem” – podkreślił.
Perspektywy i możliwe scenariusze
Branża nie kryje obaw. W Niemczech ogłoszono już upadłość Enerparc – znaczącego gracza na rynku solarnego. Hiszpańscy przedsiębiorcy obawiają się, że podobny los czeka ich, jeśli nie otrzymają wsparcia. Pojawiają się pytania o utworzenie swoistego „banku złych aktywów” dla fotowoltaiki, na wzór SAREB, który w 2012 roku przejął toksyczne nieruchomości od banków. Wtedy chodziło o kredyty hipoteczne, dziś problem dotyczy paneli słonecznych. Banki milczą, ale niektóre instytucje blisko związane z OZE mają już zakręcony kurek z finansowaniem.
Przyszłość hiszpańskiej fotowoltaiki pozostaje niepewna. Czy rząd zdecyduje się na interwencję? Czy konieczna będzie reforma rynku energii? Odpowiedzi na te pytania poznamy w najbliższych miesiącach. Jedno jest pewne – bańka na kilowatach może pęknąć, a jej skutki odczują wszyscy uczestnicy rynku.
Źródło: El Periódico de la Energía






