Komisja Europejska zatwierdziła w środę program wsparcia dla nowych, konwencjonalnych elektrowni gazowych, który może sięgnąć nawet 35 miliardów euro. Decyzja ta od razu spotkała się z ostrą krytyką ze strony niemieckich organizacji ekologicznych, które wskazują na naruszenie zasad pomocy publicznej i dyskryminację czystszych technologii.
Zarzuty wobec decyzji KE
Niemiecka organizacja Deutsche Umwelthilfe (DUH) wraz z Green Planet Energy już w sierpniu złożyły skargę do KE na planowane subsydia. Ich zdaniem, pierwsze rundy aukcji są tak skonstruowane, że faworyzują gaz ziemny, jednocześnie wykluczając z rynku magazyny energii, które mogłyby stanowić alternatywę. Sascha Müller-Kraenner, dyrektor zarządzający DUH, podkreśla wewnętrzną sprzeczność w stanowisku Komisji: z jednej strony deklaruje ona otwartość technologiczną, z drugiej – przyznaje, że w pierwszym rozdaniu baterie nie będą mogły konkurować.
„To się po prostu nie spina” – mówi Müller-Kraenner, zapowiadając analizę uzasadnienia decyzji i możliwe kolejne kroki prawne.
Bezpieczeństwo dostaw czy nowe ryzyko?
Komisja argumentuje, że nowe moce gazowe są potrzebne dla bezpieczeństwa dostaw. Jednak Carolin Dähling z Green Planet Energy zwraca uwagę, że uzależnienie od importowanego gazu to zamiana jednego ryzyka na drugie. Kryzys energetyczny z 2022 roku pokazał, jak krucha jest Europa wobec geopolitycznych zawirowań na rynku surowców. Organizacje ekologiczne obawiają się, że zamiast wspierać transformację, nowe przepisy utrwalą zależność od paliw kopalnych i opóźnią rozwój odnawialnych źródeł energii.
Źródło: Photon (DE)






