Miniony długi weekend majowy przyniósł przełomowe wydarzenie na polskim rynku energii elektrycznej. Po raz pierwszy w historii ceny spotowe na Towarowej Giełdzie Energii spadły do poziomu minus 1,43 zł za kilowatogodzinę. To efekt połączenia niskiego zapotrzebowania na energię w dni wolne od pracy z wyjątkowo korzystnymi warunkami do produkcji z instalacji fotowoltaicznych.
Zjawisko to, choć z pozoru korzystne dla odbiorców, ma bardzo zróżnicowany wpływ na poszczególne grupy uczestników rynku. Dla prosumentów rozliczających się w systemie net-billingu według cen RCE oznaczało ono całkowity brak wynagrodzenia za energię oddawaną do sieci w godzinach największej produkcji. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, gdy cena RCE spada poniżej zera, depozyt prosumenta nie ulega zmniejszeniu, ale też nie zwiększa się – eksport energii staje się de facto darem dla systemu.
Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w przypadku odbiorców korzystających z taryf dynamicznych. Ci, którzy mieli umowy umożliwiające otrzymywanie wynagrodzenia przy ujemnych cenach giełdowych, mogli realnie zarobić na poborze prądu. Przykładowo klienci firmy Pstryk w sobotę 2 maja w godzinach 13-14 otrzymywali aż minus 1,38 zł za każdą pobraną kilowatogodzinę. Nawet wieczorem, gdy ceny rosły, stosowana przez sprzedawcę „tarcza” obniżała stawkę do 0,61 zł/kWh, co wciąż było opłacalne.
Najwięcej zyskali właściciele domowych magazynów energii. Ładując baterie w ciągu dnia po ujemnych stawkach (lub za darmo z własnej fotowoltaiki), a następnie oddając prąd do sieci wieczorami, gdy cena RCE sięgała 0,6-0,7 zł/kWh, mogli pomnożyć swój depozyt prosumencki. Doliczony do tego współczynnik korygujący 1,23 sprawiał, że wieczorny eksport był wyjątkowo opłacalny.
Eksperci rynku energii zwracają uwagę, że ujemne ceny stają się nową normą w polskim miksie energetycznym. W miarę wzrostu mocy fotowoltaicznych, zwłaszcza w słoneczne weekendy i święta, takie sytuacje będą się powtarzać coraz częściej. To wyraźny sygnał dla prosumentów, że kluczowym wyzwaniem staje się maksymalizacja autokonsumpcji – poprzez inwestycje w magazyny energii, pompy ciepła, ładowarki EV czy inteligentne systemy zarządzania energią. Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych, już wiosną 2026 roku średnie miesięczne ceny RCEm mogą być rekordowo niskie, co powinno przyspieszyć decyzje o modernizacji domowych instalacji.
Majówkowy rekord to także lekcja dla decydentów. Pokazuje, że rozwój OZE wymaga równoległych inwestycji w magazynowanie i elastyczność popytu. Bez tego korzyści z taniej, zielonej energii będą trafiać głównie do dużych, technologicznie zaawansowanych odbiorców, a nie do przeciętnego gospodarstwa domowego.
Foto: images.pexels.com

